Kabaret „Wacław i jego Ferajna”

 

KABARET, KTÓRY WYZWALA W SENIORACH RADOŚĆ ŻYCIA

 

Rozmowa z Anną Grzeszczak-Hutek, aktorką, założycielką kabaretu „Wacław i jego ferajna” w Ośrodku Kultury Górna,

 

Jak powstał kabaret seniorów, który Pani prowadzi?

 

Zaczęło się od tego, że poprzedni dyrektor Ośrodka Kultury Górna, Mateusz Sidor, zaproponował mi prowadzenie zajęć teatralnych. Zapaliłam się do tego, bo lubię działania z amatorami. Miałam zamiar zrobić coś wbrew utartym schematom, a mianowicie teatr awangardowy, bo interesuję się takim „odjechanym” teatrem, awangardą i performancem. Choć zainteresowanie zajęciami teatralnymi było duże, to jednak wkrótce wyczułam, że mój projekt nie trafia na podatny grunt, gdyż podejście do teatru osób przychodzących na spotkania było bardzo tradycyjne. Kiedy myślałam już o rezygnacji z tych zajęć, przyszły dwie panie śpiewające. Wtedy wpadłam na pomysł, że warto zrobić w nimi kabaret śpiewający.  Pomysł okazał się trafny, inne też zaczęły śpiewać.

 

Panie? A gdzie ten tytułowy Wacław?

Ponieważ nie było wśród nas mężczyzny, przypomniałam sobie mojego znajomego ­ Wacława Dobrowolskiego, który wiele lat pracował w Teatrze Wielkim jako chórzysta, a teraz jest na emeryturze. Pomyślałam, że może zechciałby w tym kabarecie rozwinąć swoje życiowe doświadczenia, a być może i marzenia. Gdy do nas dołączył, grupa szybko zaczęła się konsolidować i któraś z pań rzuciła pomysł, by kabaret nazwać „Wacław i jego ferajna”. Początkowo nazwa ta miała wielu przeciwników, ale okazała się nośna i choć może wydawać się głupia, wszyscy łatwo ją pamiętają.

 

Od jak dawna istnieje ten kabaret?

Powstał w 2014 roku. Mamy za sobą już cztery sezony, a w każdym z nich po dwie premiery – jedną w grudniu, drugą w czerwcu.

 

Jaki charakter mają wasze programy?

To jest właściwie taki teatr piosenki, ale nie tylko.  Staram się, aby kolejne programy naszego kabaretu miały jakiś temat wiodący. Mieliśmy na przykład program jesienny, wiosenny, program o podróżach międzynarodowych z piosenkami z całego świata…

 

Programy prowadzonego przez Panią kabaretu opierają się głównie na piosenkach?

Tak, ale staramy się je urozmaicić scenkami, czasami wierszami satyrycznymi. Staram się tak kierować naszym stylem, że biorę materiał literacki i piosenkarski z najwyższej półki. Miałam dużą satysfakcję, gdy niedawno na czyjąś propozycję, aby włączyć do programu piosenkę typu disco-polo, reszta odpowiedziała, że to nie jest w naszym stylu. Dodatkową wartością naszego zespołu jest „Klub miłośników opery i operetki”, w ramach którego Wacław śpiewa pieśni i arie, na przykład Jana Kiepury, które włączamy do naszych programów. Są też kolejne osoby chętne do spróbowania swych sił w takim repertuarze.

 

Ile osób liczy teraz „ferajna” Wacława?

Mamy już, razem z Wacławem, czterech panów i około pięciu pań. Około, ponieważ ta liczba się zmienia. Są osoby zawsze gotowe do akcji, ale są też „satelity”. To naturalne, bo choć w skład zespołu wchodzą wyłącznie seniorzy, to niektórzy jeszcze pracują. Ponadto mamy teraz zaangażowanego jako akompaniatora młodego pianistę. To miły chłopak, bardzo zaangażowany w tę pracę, powiedziałabym nawet, że zapaleniec –nazywa się Tomasz Gargul.

Jak pracuje się Pani z amatorami seniorami? Czy praca ta nie jest nazbyt uciążliwa?

Przeciwnie. Mam tutaj wręcz relaks duchowy, bo jest w tym zespole wspaniała atmosfera. Mimo, że składa się z osób ambitnych, to nie ma wśród nich walki konkurencyjnej, starć ambicjonalnych, czy elementów zawiści, które znam z zespołów zawodowych. Ujmujący jest ten cudny sposób uprawiania sztuki przez osoby z tego zespołu.

 

Na czym polega ta cudowność?

Na pełnym zaangażowaniu, a zarazem bezinteresowności. Przecież oni nie liczą już na  sukcesy i karierę, która ma im coś dać w życiu, chociaż oczywiście daje im to wiele. Oni rozwijają się tu jako ludzie. I myślę, że nie tyle występowanie, ile tworzenie kabaretu jest istotą tego działania. Bo zapewnienie seniorom jedynie możliwości spędzenia wolnego czasu w sposób stereotypowy, to jest za mało. Trzeba tworzyć im warunki do auto­kre­acji, prowadzącej do twórczych działań. Wiele osób w naszym kabarecie mówi, że cieszą ich nie tyle występy, ile te nasze spotkania, czyli próby, które wyzwalają w nich twórczy zapał i radość życia.

 

Jak często odbywają się te próby?

Raz w tygodniu, w piątki między dwunastą a czternastą. Czasami, przed premierą, trzeba zrobić próbę dodatkową.

 

Czy kabaret „Wacław i jego ferajna” występował już poza Ośrodkiem Kultury Górna?

Tak. Występowaliśmy m. in. na Dąbrowie, braliśmy też udział w niektórych przeglądach ­–  w „Piernikaliach” na Karolewie i w Spotkaniach Amatorskich Artystycznych Zespołów Seniorów organizowanych przez Bałucki Ośrodek Kultury. Wiesława Hilczer i Wacław Dobrowolski zostali nagrodzeni na tych imprezach.

 

Czy widownię podczas występów „Wacława i jego ferajny” stanowią jedynie seniorzy?

Nie. Są to osoby w różnym wieku. Mamy już stałych fanów. Podczas ostatnich programów zabrakło krzeseł.

 

Rozmawiał Paweł Patora

Rozmowa przygotowana w ramach kampanii „60+ czas na kulturę”, realizowanej przez Ośrodek Kultury Górna, dofinansowanej z dotacji Urzędu Miasta Łodzi.

 

Spotkania Kabaretu odbywają się w każdy piątek o godz. 12.00

 

foto / film Marcin Wartalski